Alfabet

ALFABET Macieja Żarowa

O studenckich przygodach w Budapeszcie, muzyce i egzotycznych podróżach. Tylko u nas – jedyny i niepowtarzalny Maciej Żarow i jego alfabet.

A – Aurangabad. Miasto w Indiach. W oczekiwaniu na pociąg relacji Mumbaj-Dehli spędziłem w nim pół nocy. Zapamiętałem ją do końca życia, tak jak kolejne 24 godziny w przedziale.

B – Budapeszt. Ukochane miasto moich studiów stomatologicznych. Poznałem jego najbardziej tajemnicze zakamarki, pikantną kuchnię węgierską i dowiedziałem się skąd bierze się węgierski pesymizm i melancholia.

C– Cieszyński. Prof. Cieszyński z Uniwersytetu we Lwowie zdobył sobie sławę nie tylko w monarchii austro-węgierskiej, ale także wśród stomatologów całej Europy. W Budapeszcie gdzie studiowałem jego imię było szczególnie zapamiętane.

D – “Dental Spaghetti”. Kongres stomatologiczny, który organizujemy w Krakowie od 16 lat. Nazwa wzięła się stąd, że wraz z dr Marco Nicastro ugotowaliśmy wspaniałe spaghetti, które zainspirowało nas do zapraszania sław włoskiej stomatologii.

E – “Eleonora”, imię mojej pierwszej miłości, sąsiadki pochodzącej z Florencji, miała wtedy 5 lat, a ja byłem o rok młodszy…może stąd się wzięło moje zamiłowanie do włoskiej stomatologii?

F– “Fun, fun, fun”, tytuł mojej ulubionej piosenki brytyjskiego zespołu House Martins i jednocześnie moja dewiza na życie, karierę zawodową i na każdy nowy tydzień. Cokolwiek planuję robić: wykład, czy też nowy kurs – chciałbym mieć z tego “fun”, i póki co tak jest 🙂

G – Granada – jedno z moich ulubionych miast na zimowy weekend. Blisko stamtąd do Sierra Nevada, gdzie można pojeździć na nartach, podczas gdy w Granadzie można wygrzewać się na ciepłym słońcu zajadając jednocześnie andaluzyjskie “tapasy”

H – “Hola”, czyli cześć po hiszpańsku – to słowo jest dla mnie synonimem hiszpańskiej bezpośredniości obowiązującej na hiszpańskiej ulicy.

I – “Inlay- Onlay” to temat mojej pracy doktorskiej i moja pierwsza miłość jeśli chodzi o stomatologię. Już na studiach zakochałem się w tej technice i z uśmiechem na twarzy realizowałem się w niej naukowo i klinicznie.

J – Prof. Jańczuk. To wyjątkowa postać w mojej karierze lekarza stomatologa – symbol skromności, pracowitości i multidyscyplinarności. To dzięki jego wykładom i kursom, a także dzięki nieocenionym radom miałem ciągłą motywację do rozwoju w wielu dziedzinach stomatologii.

K – “Prof. Krupiński” – mój mentor, przyjaciel i najcierpliwszy stomatolog jakiego poznałem na tym świecie. Dzięki jego spokojowi mogłem nabrać pewności siebie i już jako dwudziestoparoletni stomatolog spróbować swoich sił na salonach wykładowych europejskiej stomatologii. Prof. Krupiński powtarzał zawsze: “Patrz dalej niż na swoje własne podwórko”. Do dzisiaj spędzamy sporo czasu wspólnie prowadząc szkolenia i realizując nowe pomysły.

L “licówki”. Moja druga miłość w stomatologii, zarówno te kompozytowe bezpośrednie jak i pośrednie z porcelany. Uwielbiam wyzwania tworzenia nowych uśmiechów i jest to ulubiony temat moich kursów.

K – “dr John Kois” – mój amerykański mentor, który „wyznaczył” mi kierunek rozwoju na drugą “połówkę” kariery zawodowej – bardziej ukierunkowaną na stomatologię odtwórczą i okluzję.

M – “Mano Negra”, a później po przekształceniu “Mano Chao” – muzyka o korzeniach francusko-hiszpańskich, która rozbrzmiewała w moim pokoju w budapesztańskim akademiku i inspirowała mnie i mojego przyjaciela Wojtka Balcera w poszukiwaniu coraz bardziej zwariowanych imprez studenckich.

N – “Dr Marco Nicastro” – jeden z najważniejszych dla mnie mentorów stomatologów, dzięki któremu poznałem tajniki włoskiej estetyki i zmieniłem podejście do pracy. Do dzisiaj z niecierpliwością wyczekuję jego kursów, mimo że słyszałem je kilkadziesiąt razy. Jeśli nie z estetyki to z okluzji – jeden z najlepszych nauczycieli jakich spotkałem.

O – “Ometepe” – jezioro powulkaniczne w Nikaragui z magicznym wulkanem na środku tego jeziora. Skumulowana energia tych wulkanów wytwarza w tym miejscu nieprawdopodobną energię. Wyprawa do Ometepe napędza siłą na wiele kolejnych lat.

P – “El Polaco” – tak nazywają mnie moi lokalni przyjaciele z malutkiej miejscowości Garachico na północy Teneryfy. Zatrzymują się swoimi zdezelowanymi “trupami” kiedy, co rano przebiegam wąskimi uliczkami miasteczka i pomimo, że nie widzieli mnie już dobrych kilka lat uśmiechają się i wołają “El Polaco – veniste otra vez ?” (Hej Polaku! Czy to znowu ty?). Jemy tam w lokalnych “Guachinches” – czyli domowych nieoznakowanych knajpach, przegryzając ziemniaki o setkach małych zmarszczek (“papas arrugada”), pijemy “Flor de Chasna” niebywałe lokalne białe wino i plotkujemy w zupełnie innym, nieco latynamerykańskim hiszpańskim, inaczej niż “Los Godos”, czyli Hiszpanie pochodzący z półwyspu Iberyjskiego, o byle czym, czyli jak prawdziwi faceci.

R – “Ribeira” – nazwa moich ulubionych win czerwonych w Hiszpanii, Ribeira del Duero – z okolicy Vailladoid i mało znana w Europie Ribeira Sacra – z przepięknej Galicji. Jeśli kiedyś tam będziecie, odwiedźcie dolinę rzeki Sil, niedaleko Lugo. Odmiana Ribeiry Sacry w tych okolicach nazywa się Amandi. Szczep został przywieziony przez Rzymian ponad 2 tysiące lat temu i w tych regionach Hiszpanii stworzył unikalną kompozycję z mikroklimatem, tutejszą glebą i słońcem.

S – “San Blas” – archpelag 365 wysp – na każdy rok do zwiedzenia jedna 🙂 – u wybrzeży Panamy, gdzie Indianie El Kula Yala tworzą jedną z najbardziej wyizolowanych i zarazem ciekawych społeczności zamieszkujących Latyno-Amerykę. Jeszcze tam nie dotarłem, ale bardzo chciałbym.

T – “Tarifa”, miasto w Andaluzji, w którym spędzam co najmniej kilkanaście dni w roku. To jedno z nielicznych miast europejskich z zupełnie dzikimi i pustym plażami, bez turystyki typu “all inclusive”, w którym każdy znajdzie swoją “falę” do surfingu, kitesurfingu czy nowy pomysł na życie. Jest stamtąd 20 min. do Gibraltaru, 20 min. łodzią do Maroka. Rano na targu można kupić świeżego tuńczyka prosto z połowów, a wieczorem “zapomnieć się ” w zapachu brandy z Jerez…

U – “UB 40” – brytyjska grupa muzyczna i jej niezapomniany przebój “Red, Red Wine” – idealny na chandrę. Po tym nagraniu zaczyna się już ta dobra część dnia.

W – “Walter Devoto” – moj przyjaciel, genialny dentysta i twórca grupy naukowej “Style Italiiano”, ktorej mam zaszczyt być członkiem. Walter zawsze zaskakiwał pomysłami w stomatologii i wyprzedzał świat swoich rówieśników stomatologicznych o wiele lat. Warto podglądać jego pomysły na fejsbukowym profilu Style Italiano.

Z – “Zacapa” – mój ulubiony rum z Guatemali, kraju o niezliczonym kolorycie, z ciekawymi grupami etnicznymi, pięknymi wysokimi pasmami górskimi i prastarą stolicą hiszpańskiej konkwisty w Latynoameryce o nazwie Antigua. Tam spróbowałem go po raz pierwszy.  Smak 23-letniego trunku do dziś przypomina mi Gwatemalę i przepiękną Antiguę.

Ż – “dr Zbigniew Żak”, niezapomniany doradca i mentor z czasów powrotu ze studiów z Budapesztu. Kierownik Wojewódzkiej Przychodni Stomatologicznej w Krakowie, miał dla każdego czas, każdego młodego stomatologa wspomógł dobrym słowem i dobrą radą.

Dodaj komentarz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Popularne

To Top